Święto Niepodległości

Nie lubię patriotycznych Mszy Świętych. Są zawsze takie nadęte i jakieś nie moje. Ale ta dzisiejsza była naprawdę ok. Sprawowana w intencji bardzo chorej pani, która leżała na łóżku tuż przed ołtarzem wsród innych chorych, jakoś blado uśmiechnięta i chyba szczęśliwa.

I ten niezwykły fragment Ewangelii: Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy wszystko, co powinniśmy byli wykonać (tzn. wykonaliśmy tylko obowiązki, a spełnienie obowiązków nie jest żadną zasługą, jest wyjściem na zero).



Wydaje mi się, że jestem przyzwoitym księdzem, ale to tylko przyzwoitość, owo wychodzenie na zero.
Chciałbym czegoś więcej. Przyzwoitości z wektorem na plus. To, że się nie łajdaczę, próbuję mówić sensowne kazania lub schodzę w nocy do umierających, to mój psi, księżowski obowiązek. Żadna zasługa.

Byłem wczoraj na "Obywatelu" Jerzego Stuhra. Nie chcę być jak obywatel Piszczyk lub jego kontynuacja - główny bohater filmu.
Potem kolacja w ulubionej knajpie; wprawdzie nóż w serce, bo nie mieli mojej ulubionej krwistej polędwicy w sosie roquefort.
W zastępstwie - baranina. Szału nie było.
Może dzisiaj sobie odbiję z najbliższymi, chociaż w Sopocie knajpy pełne. Współczesne świątynie - galerie handlowe - zamknięte.

Jeśli mówimy o wdzięczności, to jakby to hardkorowo nie zabrzmiało: jestem wdzięczny za glejaka a nie np. nowotwór trzustki, bo mogę jeść i rozkoszować się smakami.

Wysyłają mnie do Szwajcarii. Chce mi się lecieć jak psu tańczyć.
Będą mnie naświetlać i jedyna nadzieja w fondue serowym...


OD REDAKCJI
Jeśli chcesz wspomóc działalność prowadzonego przez księdza Jana Puckiego Hospicjum, możesz:
Przekazać 1% podatku
Przekazać darowiznę
Zostać wolontariuszem
Trwa ładowanie komentarzy...