O autorze
Ks. Jan Kaczkowski - doktor teologii moralnej, z zawodu bioetyk, z powołania ksiądz katolicki i twórca Puckiego Hospicjum, które zostało odznaczone znakiem Super HoSpa.
Bohater książki "Szału nie ma, jest rak". Ma 37 lat, od dwóch choruje na glejaka mózgu. Tak mówi o swojej codzienności - Muszę pukać się w tę przeżartą nowotworem głowę i mówić sobie: „jeśli przestaniesz wstawać w nocy do umierających, to spadaj”, „jeśli przestaniesz traktować każdego podmiotowo, bez względu na to, czy jest wierzący czy nie, czy to generał ZOMO czy sekretarz partii, to spadaj”.
Pasjami pożera krwistą polędwicę, lubi ją popić dobrym winem. Prowadzi wideobloga „Smak życia”. Jest laureatem różnych nagród, w tym dziennikarskiej „Ślad” oraz nagrody Pontifex 2014, czyli budowniczy mostów.

Polędwica jako pośredni dowód na istnienie Boga*

Zürich to piękne miasto. Porządne, choć nie wylizane po niemiecku. Jest pewien artystyczny nieład. Bardzo ciepło, około 14 st. C. Niemal czuć wiosnę albo babie lato. Nie jestem tutaj jednak turystycznie. Mam intensywne naświetlania mojej przeżartej nowotworem głowy.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tutejszej służby zdrowia. Ta precyzja, dokładność iście szwajcarska. Punktualność aż do przesady. Wszyscy mówią we wszystkich głównych językach Europy.



Jaka to przepaść w stosunku do Polski. I nie myślę tutaj o merytorycznej wiedzy lekarzy. Ale o czymś, co ująłbym jako ogólną kulturę medyczną. To znaczy szacunek dla nas - pacjentów.

Do profesora mówię po angielsku, per Ty (You). Jego asystent, też wybitny Herr Doktor, w naturalny sposób wiąże mi sznurówki. W Polce - nie do pomyślenia.

Proszę zauważyć, u nas w kraju lekarze przekonywali lat temu bez mała 20, kiedy rzeczywiście mało zarabiali: „jak dostaniemy więcej pieniędzy, będzie przestrzeń na etykę”.
Obecnie zarabiają naprawdę dużo i mówią: „dajcie nam więcej czasu, a będziemy etyczni”.
To nieprawda. Kto nie przejmował się etyką za tysiąc złotych, nie zrobi tego i za 10 tysięcy.

A my, pacjenci, wcale nie oczekujemy od naszych lekarzy, by się nad nami rozczulali, trzymali nas za rękę, jednocześnie tuląc się do nas, jak w serialowej Leśnej Górze, gdzie wszystko jest idealne, a diagnostyka z najwyższej półki na każde zawołanie.
My oczekujemy, a nawet żądamy (i nie mówcie o mnie pacjent roszczeniowy, tylko wymagający), tak zwanego czasu wysokiej jakości.

Tak jak w Zürichu. Profesor przychodzi do mnie na 15 do 20 minut. Nie muszę za nim gonić po szpitalu, płaszczyć się i błagać na kolanach, żeby mi cokolwiek wytłumaczył.
Podczas tego wysokiej jakości kwadransa profesorowi nie dzwoni 5 razy komórka, nie wchodzi 3 razy pani pielęgniarka ani pani sprzątająca z mopem.
Jest moment na zadawanie pytań, a także obowiązkowo pytanie screeningowe na koniec rozmowy - czy wszystko dobrze zrozumiałem i czy mam pytania?

Jestem wdzięczny, że mogę się tu leczyć. Że nikt nie poniża mojej godności. Profesor po prostu jest ze mną umówiony na konkretną godzinę, traktuje mnie poważnie i tego samego wymaga ode mnie.

Myślę, że to Boża Opatrzność posłużyła się moimi przyjaciółmi, którzy finansują tę, jak sądzę nietanią terapię (z wielką klasą ukryto przede mną jej koszty). A jednocześnie jest mi przykro, że jako jeden z niewielu z Polski mam taką możliwość.

Nie mam przecież jakichś szczególnych praw. Nie mam dzieci (przysięgam!) i tak naprawdę jeden klecha w tę czy w tamtą wielkiej różnicy w bilansie dobra i zła na tym świecie nie uczyni.

To, że żyję i to żyję tak długo w takim standardzie, wzmaga we mnie poczucie odpowiedzialności, a także pragnienie oddania w jakikolwiek sposób tego dobra, które za darmo i niezasłużenie otrzymałem.

I teraz ta smaczna wdzięczność.
Naświetlania trwają tylko kwadrans w ciągu dnia. Poza tym mieszkam w centrum miasta, w ładnej dzielnicy, w mieszkaniu użyczonym mi przez przyjaciół. Lodówka suto zaopatrzona w śmierdzące sery. A dziś podczas spaceru i nagrywania dla BoskiejTV zmarzliśmy potwornie na starówce. W miłej knajpce grzane wino. Takie sobie, ale dwie szklanki.
Potem polędwica medium rare z papryką i szpinakiem. Pięknie puszczała krewkę. No i kieliszek wina no name. Czerwone, wytrawne.
* Polędwica w skali 1-10? 9,5. Z pieprzem i solą i tym winem przebiła skalę (tytułowy dowód).
Żyć nie umierać (z tym umieraniem, to jednak ostrożnie w moim przypadku :)


OD REDAKCJI
Jeśli chcesz wspomóc działalność prowadzonego przez księdza Jana Puckiego Hospicjum, możesz:
Przekazać 1% podatku
Przekazać darowiznę
Zostać wolontariuszem
Trwa ładowanie komentarzy...