O autorze
Ks. Jan Kaczkowski - doktor teologii moralnej, z zawodu bioetyk, z powołania ksiądz katolicki i twórca Puckiego Hospicjum, które zostało odznaczone znakiem Super HoSpa.
Bohater książki "Szału nie ma, jest rak". Ma 37 lat, od dwóch choruje na glejaka mózgu. Tak mówi o swojej codzienności - Muszę pukać się w tę przeżartą nowotworem głowę i mówić sobie: „jeśli przestaniesz wstawać w nocy do umierających, to spadaj”, „jeśli przestaniesz traktować każdego podmiotowo, bez względu na to, czy jest wierzący czy nie, czy to generał ZOMO czy sekretarz partii, to spadaj”.
Pasjami pożera krwistą polędwicę, lubi ją popić dobrym winem. Prowadzi wideobloga „Smak życia”. Jest laureatem różnych nagród, w tym dziennikarskiej „Ślad” oraz nagrody Pontifex 2014, czyli budowniczy mostów.

Medal, książka i sakralne żebractwo

Może wypada zmienić tytuł bloga, bo czy można być nieustannie wdzięcznym? Czy to nie nieprzyzwoite? Drażnić bliźnich wdzięcznością, kiedy tak uwielbiamy narzekać? Ale ja inaczej nie mogę.

W gąszczu nagród przedśmiertnych, okołośmiertnych i pośmiertnych, otrzymałem kolejną. Medal Św. Jerzego w 70. rocznicę powstania „Tygodnika Powszechnego” za „walkę ze smokiem nieczułości”.



Ksiądz Boniecki informując mnie o tej nagrodzie jesienią zeszłego roku stwierdził (i tu się z nim nie zgadzam, choć go wielce szanuję), że jestem jednym z nielicznych duchownych w swoim pokoleniu, którzy ratują honor stanu kapłańskiego.

Przesadził. Znam wielu porządnych księży i to nie tylko w moim wieku.

Kolejny sukces, „niestety” (piszę „niestety”, ponieważ wiem, że możecie być wkurzeni, bo ja też miewam te paskudne myśli, kiedy spotykam jednostki, którym cały czas coś wychodzi i jeszcze o tym mówią - dopiero później tłukę się w gębę), książka „Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość” (uwaga, lokowanie produktu) i to jeszcze się sprzedaje!

Szaleńcy z WAM-u wydrukowali 60 tysięcy egzemplarzy i mówią, że na tym pewnie nie koniec.

No i teraz to eksplodujecie z zazdrości! Piszę do Was z Kopenhagi, za pół godziny mam przesiadkę do Singapuru, potem do Australii. Tam przez 10 dni będę spotykał się z tamtejszą Polonią, uprawiał sakralne żebractwo na rzecz Puckiego Hospicjum (a co!) i mam nadzieję - odpoczywał.

Żeby nie było tak słodko, wczoraj miałem kolejny rezonans, przed wynikiem tchórzliwie uciekam na antypody, jak wrócę, wszystko będzie wiadomo. Czy odpalamy grubą imprezę na kolejne 3 miesiące, czy jakiś kalafior urósł mi w mózgu i trzeba będzie wdrożyć plan ratunkowy albo w ogóle dać sobie spokój i zdać się na łaskę Pana Boga i biologii.

Trzymajcie się, odezwę się w czerwcu. Na pewno dam znać, jak było i co ze mną.


OD REDAKCJI
Jeśli chcesz wspomóc działalność prowadzonego przez księdza Jana Puckiego Hospicjum, możesz:
Przekazać 1% podatku
Przekazać darowiznę
Zostać wolontariuszem
Trwa ładowanie komentarzy...